Nowy rok nowa(y) ja?

Wczoraj idąc przez las ze smyczą w dłoni spotkałem kobietę odzianą w czerwony dres, która żwawym tempem pokonywała kolejne kilometry. Niby nic nadzwyczajnego, nie licząc grymasu na twarzy, który zdradzał prawie wszystko…styczeń – noworoczne postanowienie.
Kiedy chcesz mieć psa zacznij od…
Dawno temu, kiedy oznajmiłem, że chcę mieć psa musiałem zdać pewien egzamin. Nim pojawił się w domu, każdego dnia o świecie, przez miesiąc miałem wyjść na krótki spacer. Teoretycznie zadanie bardzo proste, a w praktyce…cóż praktyka często różni się od teorii. Krótko mówiąc – mróz i śnieg kontra ciepła pościel. Wtedy byłem trochę zbyt młody by zrozumieć w czym rzecz, teraz z perspektywy czasu, często korzystam z metody „na pieska”…
Od jutra
Nowy rok wielu ludziom kojarzy się z czystą kartą, nową stroną, a czasem nawet zupełnie inną książką. Coś w tym jest (nawet jeśli trudno nam się do tego przyznać),  atmosfera końca roku potrafi dodać skrzydeł i naładować energią bardziej niż najlepszy cytat z Paulo Coelho. Nic dziwnego, że ten okres wiąże się z postanowieniami. Mija stare, pojawia się nowe i każdy gdzieś głęboko w sercu czuje, że „to jego czas”. I tu zwykle pojawia się pewien paradoks – odcinając się od starego mamy w głowie, że trzeba to maksymalnie wykorzystać, innymi słowy w ostatnich minutach (tu 31 grudnia) wolno wszystko. Jeśli od nowego roku zamierzasz rzucić palenie, to na ostatni dzień roku kupisz trzy razy więcej fajek.. Jeśli od pierwszego stycznia przechodzisz na dietę, to z ostatnim grudnia zjesz wszystkie zapasy (specjalnie podwojone na ten dzień), nawet jeśli każdy kolejny kęs będzie przyprawiał cie o odruch wymiotny, to świadomość „od jutra koniec” nie pozwoli ci przestać.
Zderzenie z rzeczywistością
Przychodzi ten dzień, na początku pokłady motywacji są dość spore, ale jeśli wcześniej cały czas siedzieliśmy w wygodnym fotelu, a teraz – zgodnie z tym co zapisaliśmy w notesie pod hasłem „noworoczne postanowienie” – staramy się wcisnąć nasze cztery litery w imadło (które na oczy widzimy pierwszy raz) i solidnie dokręcić śrubę…w pewnej chwili coś pęknie i pojawi się dziura, przez którą ucieknie całe powietrze. Nie da się tego załatać, a przynajmniej nie na długo. To trochę tak jak planowanie ciężkiego „treningu od jutra”, wieczorem, przy kominku, ze szklanką Macallan’a kiedy salę treningową znamy jedynie z lekcji w-f sprzed 20 lat. Zderzenie z rzeczywistością potrafi być dotkliwe, potrafi tak brutalnie wypruć flaki, że żaden motywator ich nie pozszywa.
Wszystko zaczyna się od pierwszego kroku
Nie zamierzam prawić morałów. Chciałbym tylko wprowadzić odrobinę racjonalizmu. Jeśli kumpel biega maratony i zaimponowało ci to na tyle by samemu tego doświadczyć, to nie zaczynasz od 10 km, szczególnie jeśli w ciągu ostatnich miesięcy robiłeś to jedynie na dystansie przystanek – uciekający autobus. Jeśli Klokov stał się twoim bohaterem i chcesz iść w jego ślady, to zamiast biec po ciężarowe buty i liczyć kolorowe krążki może warto złapać kawałek rurki pcv i na boso przećwiczyć „hinge”. Nie chodzi o podcinanie skrzydeł, ale o odrobinę szczerości względem swojego odbicia. Niestety, nie możesz wszystkiego, a już z pewnością nie „na wczoraj”. Pomijając brutalną prawdę, że są miejsca do których twoje cztery litery nigdy się nie wpasują, niezależnie jak bardzo będziesz zmotywowany/zmotywowana.
Podkreślę jeszcze raz, nie chcę prawić morałów, a tym bardziej podcinać skrzydeł. Wieloletnie doświadczenie nauczyło mnie jednak, że szanse na powodzenie są dużo większe, jeśli wbrew modzie obierzesz swoje tempo i stopniowo zaczniesz oswajać się z nową rzeczywistością. Innymi słowy, jeśli chcesz mieć psa, musisz uświadomić sobie, że oprócz tego, ze dobrze wygląda na zdjęciach wymaga też codziennych spacerów, czasem w środku mroźnej nocy. Bierzesz cały pakiet, albo zwyczajnie się to nie uda. Moja rada –  jeśli zależy ci na zdjęciach z czworonogiem, sprawdź z czym to się je. Spróbuj wstać kilka razy w środku nocy i przemyśl jeszcze raz (a może i pięc razy) czy wciąż chcesz wpisać to na listę noworocznych postanowień. Dotyczy to absolutnie wszystkiego.
PS Po miesiącu dostałem psa, wciąż chodzę ze smyczą i mam cichą nadzieję, że się myliłem i panią w czerwonych dresach spotkam jeszcze w lutym, w marcu i w grudniu, bez grymasu na twarzy.

 

Jacek

0 comments

LEAVE YOUR COMMENT